O autorze
Przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w latach 2005 - 2011. Liderka Białego Miasteczka - jednego z największych protestów pracowniczych ostatniego ćwierćwiecza. Członek Europejskiego Komitetu Ekonomiczno - Społecznego, organu opiniującego działania Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Przewodnicząca Forum Związków Zawodowych - trzeciej co do wielkości reprezentatywnej centrali związkowej zrzeszającej ponad 300 tysięcy członków. Wiceprzewodnicząca Rady Dialogu Społecznego.

Czy stać nas na zakaz pracy w niedzielę?

Telenowela o zakazie handlu w niedzielę trwa w najlepsze. PiS długo czekało na ten moment. Przyszedł sezon ogórkowy, media zajmujące się gospodarką i ekonomią w większości rozpływają się nad niskim bezrobociem, trąbią o rynku pracownika, podwyżkach płac, nadwyżce budżetowej i tak dalej i tak dalej. Solidarność już czeka, aby wystąpić na kolejnej konferencji prasowej w towarzystwie prominentnych działaczy „dobrej zmiany” i odtrąbić sukces. I szczerze mówiąc nie mam żadnych wątpliwości, że całe to przedsięwzięcie jest ogromnym sukcesem zarówno „S” jak i PiSu. Genialnie rozpoznano oczekiwania milionów ludzi, a ze wsparciem partii rządzącej i struktur Kościoła Katolickiego można praktycznie wszystko.

Intencje centrali Piotra Dudy były i są słuszne - niedziela powinna być czasem dla rodziny, momentem wytchnienia, kontemplacji, wolna od pracy w sensie jej najgorszego oblicza. Ten jeden dzień w tygodniu powinniśmy w szczególności się poświęcić regeneracji i bliskim. Jestem o tym w pełni przekonana…. ale? No właśnie. Jak zawsze istnieje ta druga strona medalu. Otóż - zakaz handlu to zakaz pracy! Nie zapominajmy o tym. Czy Polki i Polaków stać na wolne niedziele? Nie zawsze.



Przypominam - jesteśmy najbardziej zapracowanym narodem europejskim. Pracujemy na kredyty hipoteczne, walczymy, aby przetrwać do 1 - ego. Dla studentów dziennych niedziela to często oprócz soboty drugi dzień pozwalający na jakikolwiek zarobek. Taka forma zarobkowania jest ważna szczególnie dla tych, którzy przyjechali za chlebem do Warszawy, Krakowa, Łodzi, Poznania czy Trójmiasta z małych miasteczek i wsi - oni muszą zarobić na podstawowe potrzeby.

A więc nie pracujemy w niedzielę dlatego, że to lubimy. Ogromna część z nas jest do tego niestety zmuszona. Płace są wciąż niskie - daleko nam do Niemców, Francuzów czy Belgów. Państwa, które sobie na to pozwoliły mogły tego dokonać ze względu na stosunkowo bezpieczny status najsłabiej zarabiających. W Polsce najczęściej wypłacalne wynagrodzenie wynosi tyle ile płaca minimalna, czyli niewiele. Setki tysięcy ludzi wiąże koniec z końcem podpisując kolejną umowę o dzieło. Dlatego róbmy to powoli, rozsądnie. Zakaz w niedzielę wprowadzajmy stopniowo, w strategii kilkuletniej. W międzyczasie podnośmy płace minimalną, walczmy ze śmieciowym zatrudnieniem, naprawmy Fundusz Ubezpieczeń Społeczny. Nie zakazujmy pracować tym, którzy pracować muszą. Zróbmy wszystko, aby zarabiali na tyle dużo, żeby w niedzielę nie iść do pracy.

Na stole jest jeszcze propozycja OPZZ, która brzmi - płaćmy 2,5 raza więcej za pracę w niedzielę. Brzmi całkiem ciekawie. Tylko czy o to chodzi? Myślę, że większość firm doskonale poradziłaby sobie z taką sytuacją - kilka zagrywek marketingowych i HR - owych spowodowałoby, że niedziela mogłaby się stać dniem jeszcze bardziej obleganym i zapracowanym niż obecnie. Ubolewam, że Piotr Duda nie przyszedł z tym projektem do Rady Dialogu Społecznego. Gdyby to zrobił, zapewne nie powstałaby propozycja OPZZ. Rząd stanąłby przed stanowiskiem wszystkich centrali związkowych.

Niestety, wyszło jak zwykle.
Trwa ładowanie komentarzy...