Wojna domowa. Żadna ze stron nie dąży do oczyszczenia atmosfery

Stanowisko strony społecznej RDS
w sprawie nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym
Nienawiść, pogarda, niespotykana od 25 lat agresja rozleje się do domów, szpitali, kopalni, na ulice małych i dużych miast, wsi, na przystanki autobusowe, poczekalnie w przychodniach, pomiędzy urzędnika a petenta, ucznia a nauczyciela, wkroczy w relacje starych przyjaciół, braci i sióstr. Ta powolna degradacja, to zatruwanie polskiego społeczeństwa, które trwa od kilkunastu lat jest w istocie gorsze niż jednorazowa awantura, w której każda ze stron wykrzyczy to co jej leży na sercu.

Problem polega na tym, że w tym przypadku żadna z nich nie dąży do oczyszczenia. Wręcz przeciwnie, każdy z premedytacją ciągnie linę w swoim kierunku. Praktycznie każdy powód jest dobry do podgrzania atmosfery, pogłębienia skali konfliktu. Wszystkie chwyty dozwolone - chodzi o to by zranić, dopiec, obrazić, poniżyć przeciwnika. Im bardziej anty, im bardziej na nie, im bardziej przeciwko, tym lepiej. Największym wrogiem obydwu stron są ci, dla których świat nie jest czarno - biały, zerojedynkowy, podzielony na dwie planety - PO i PiS.



Większość posłanek i posłów zapomniała, że została wybrana by służyć Rzeczpospolitej. Nie, nie jestem idealistką, trochę już na tym świecie żyje i przeżyłam różne ekipy. Kiedy PiS rządził w latach 2005 - 2007 organizowałam Białe Miasteczko - już wtedy widziałam ten sączący się zewsząd się jad. Wydawało mi się, że bardziej nienawidzić nie można. Potem przyszła Platforma, która w pewnym sensie ostudziła emocje za cenę braku empatii, całkowitego nieposzanowania praw pracowniczych, nihilizmu. Teraz to wszystko wróciło z podwójną, a może i potrójną siłą.

Chodzi tylko o to, aby narobić jeszcze większego szumu. Owszem, .Nowoczesna zgłosiła poprawki, ale to też był ruch czysto PR - owy. Celem nie była dyskusja lecz paraliż. Tysiąc poprawek - to miała być liczba, która pokaże się na żółtym pasku. Z jednej strony budowanie atmosfery zamachu stanu, z drugiej dosyć tani happening, - pasek w końcu był, a Polacy jeszcze bardziej znienawidzili Polaków. W trakcie posiedzenia Komisji Sprawiedliwości okazało się, że formacja Petru musi się zapoznać z tym co zgłosiła. Trochę słabo.

Jednak to Jarosław Kaczyński postanowił przedwczoraj postawić kropkę nad i. Na ile dał się sprowokować, a na ile wyczuł odpowiedni moment na wysadzenie dyskusji w powietrze? Łatwiej jest przecież radykalnie polaryzować, przenosić środek ciężkości na wyzwiska, aniżeli walczyć na argumenty. Kaczyński doskonale zdaje sobie sprawę, że tego topora wojennego nie da się już zakopać. A skoro tak to trzeba ostrzyć i rąbać niczym Puszczę Białowieską. Demolib i tak go nie pokocha, a żelazny elektorat karmi się nienawiścią do elit III RP. Prezes PiS wypowiedział słowa ohydne. Wydawać by się mogło, że po takim rozlewie szamba powinna zapaść wymowna cisza. Czasem najbardziej bolesna riposta polega na całkowitej ignorancji.

Dla opozycji, niby urażonej, dotkniętej to było jedynie paliwo. Kaczyński dał się sprowokować? To będziemy go prowokować do bólu. A niech nas obrazi trzy razy bardziej. Debata o sądownictwie? Nieważne, teraz najważniejsza jest żółć Prezesa. To przecież nabije lajki, retweety, udostępnienia i zasięgi. Społeczny koszt jest dla nich nieważny. Wielu ludzi przestanie się ze sobą spotykać, zakończy się wiele trwałych przyjaźni, spadnie efektywność pracy wielu zespołów. Sąsiad nie pomoże sąsiadowi, kolega nie pożyczy notatek koleżance. Polska zamknie się w dwóch różnych domach oddzielonych murem.

Ktoś zapewne powie - nie mądruj się tak, wszyscy to wiemy, daj rozwiązanie!

Jasne, jednym z nich jest dbałość o to, aby Rada Dialogu Społecznego funkcjonowała zgodnie z obowiązującą ustawą, a przede wszystkim w zgodzie z dobrymi obyczajami. RDS jest jedynym miejscem w Polsce wolnym od tego przeklętego konfliktu. To właśnie tam toczy się prawdziwa dyskusja na argumenty, w oparciu o opinie prawne, ekspertyzy. Bywa burzliwie, nie zawsze dochodzi do konsensusu. Związki zawodowe i pracodawcy potrafią ze sobą dyskutować. Robimy to skutecznie, bo w większości przypadków jesteśmy wolni od zależności politycznych. Nie walczymy o głosy, a o kompromis.

I chyba właśnie dlatego rząd postanowił wprowadzić zmiany w SN poprzez drogę poselską. Chyba nikt racjonalnie myślący nie ma wątpliwości, że tego typu reforma powinna pójść drogą rządową. Tylko że wtedy musiałyby się odbyć konsultacje z partnerami społecznymi. Przyszliby eksperci i prawnicy. Trzeba by było walczyć na argumenty, znać zapisy. Nie byłoby miejsca na szykany, obrażanie, rękoczyny. Bardziej opłacalnym wariantem jest walka z Platformą, która merytorycznie jest po prostu słaba.

My, przedstawiciele Rady Dialogu Społecznego złożyliśmy do Marszałka Sejmu pismo ws. reformy sądownictwa. Uważamy, że omijanie reprezentatywnych partnerów jest zachowaniem co najmniej niewłaściwym, dalekim od standardów europejskich. Listu nie podpisał jedynie NSZZ „Solidarność”. Osobiście nie mam do nich o to żalu. To jest ich autonomiczna decyzja i mają do niej prawo. Może mi się to nie podobać, ale różnice poglądów nie muszą czynić z nas przeciwników politycznych.

Stabilne relacje pomiędzy partnerami społecznymi mogą uchronić nasz kraj przed dalszym rozlewem krwi.
Trwa ładowanie komentarzy...