Bez dialogu po obydwu stronach barykady

W piątek napisałam na Twitterze, że w tej trudnej dla Polski chwili nie chodzi o poparcie dla tzw. dobrej zmiany. Teraz trzeba sobie zadać pytanie - czy chcemy tego co było wcześniej?

Sens wypowiedzi zawarty w tym wpisie był mniej więcej taki - zdecydowana większość Polek i Polaków to nie zwolennicy PiS, 500 Plus, niszczenia demokracji. To są w większości ludzie zrażeni do polityki prowadzonej przez PO i PSL. I tu moim zdaniem leży sedno sprawy - nawet jeśli ktoś jest sceptyczny, oburzony tym co robi PiS ws. Sądu Najwyższego nie odda z powrotem władzy w ręce ludzi, którzy również nie szanowali demokracji, tyle że w sprawach społeczno - gospodarczych.

Jesteś z małego miasteczka? Jesteś gorszy, Jesteś pracownikiem niższego szczebla? Jesteś gorszy. Tych linii podziału było i wciąż jest bardzo dużo. To właśnie z tej niechęci do wyzysku i wykluczenia ekonomicznego wielu milionów ludzi zbudowana jest forteca PiS. Kaczyński nauczony doświadczeniem z lat 2005 - 2007 nie porwałby się na taki marsz, gdyby nie świadomość niechęci części jego przeciwników do tego co było w latach 2007 - 2015. On doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby nie 8 lat rządów jego poprzedników to po dwóch, może trzech tego typu zagrywkach byłoby już po przysłowiowych jabłkach.

Po piątkowym wpisie kilka osób, co ciekawe, ze środowiska lewicowego potępiło mnie za ten tok myślenia. Jednym z nich był Piotr Szumlewicz, doradca OPZZ, znany lewicowy publicysta. I o ile w wielu sprawach z Panem Szumlewiczem się zgadzam o tyle w tej akurat kwestii ręki sobie podać nie możemy. Dla mnie świat nie jest czarno - biały. Uważam, że dzielenie Polski na PiS i anty - PiS jest po pierwsze diagnozą nieprawdziwą, a po drugie krzywdzącą dla tych, którym z PiS nie po drodze. Jednakże ich niechęć nie oznacza automatycznie poparcia dla PO czy Nowoczesnej. Jako związkowiec mogę i będę robić wszystko, aby wyrażać swój sprzeciw wobec polityki PiS, ale nie za cenę wzmocnienia pozycji neoliberalnych.

Przemysław Prekiel, jeden z lewicowych przedstawicieli mediów napisał na Twitterze, że polska scena polityczna dzieli się na konserwatystów, którzy gardzą sprawami wolności obywatelskich i liberałów, którzy gardzą równością. Uważam, że to prawda - ci, którzy chcą żyć w Polsce szanującej wolność i równość w tym samym stopniu nie mają alternatywy.

PiS specjalnie przepycha ustawy drogą poselską. Oni robią to po to, aby ominąć partnerów społecznych - pracowników, pracodawców, organizacje pozarządowe. Robią wszystko, aby uciec od konsultacji. I to jest jedna strona medalu. To co w Europie nazywa się dialogiem społecznym dla nich jest wybrykiem socjalizmu. To jest narracja komunikowana z pozycji poglądów, które się nie sprawdziły, które są nie do strawienia przez Polaków zawiedzionych transformacją. Nade wszystko, działaczy lewicowych wpuszczono na scenę wczorajszej demonstracji dopiero około północy. To już wiele mówi o tym jak miałaby wyglądać Polska po „obronieniu demokracji”.

My, związki zawodowe, skupimy się na egzekwowaniu prawa w Radzie Dialogu Społecznego. Nie wejdziemy w buty polityków, którzy od ponad 25 lat wspierają nas tylko w kampaniach wyborczych.
Trwa ładowanie komentarzy...